Metoda połowu leszcza…
Przede wszystkim należy łowić bardzo cicho. Rosówkę lub pęczek ?czerwonych robaków” leszcz pewnie połyka, ostro wysnuwając żyłkę z kołowrotka. Czekamy z zacięciem licząc co najmniej do dziesięciu, a jeśli przynętą jest rosówka, to jeszcze dłużej. Nie ma obawy, dobrze założonej przynęty ryba już nie puści. Jedynie łowiąc na groch lub pszenicę nie należy z zacięciem zwlekać; nie są to jednak wygodne przynęty do nocnych łowów. Holowanie jest łatwe, zwłaszcza w jeziorze. Podniesiony w górne warstwy wody leszcz traci ochotę do walki i bez przeszkód daje się wprowadzić do podbieraka. Jedynie gdy go zatniemy na płytkiej wodzie, potrafi trochę pochodzić, ale i to nie długo. Ponieważ leszcze żerują gromadnie, należy zaciętą sztukę holować tak, by nie spłoszyć reszty stadka. Dlatego trzeba ją natychmiast unieść wyżej (w jeziorze) lub sprowadzić z łowiska z prądem (w rzece). Nie zacięta lub zerwana sztuka rozgoni pozostałe. Łowiąc umiejętnie możemy natomiast zdobyć kilka sztuk, tej samej zwykle wielkości.
Podczas bardzo intensywnego żerowania można sypać zanętę, aby utrzymać stado, ale tak, by go nie płoszyć. Możemy jednak w ten sposób sprowadzić niebacznie na łowisko krąpiową drobnicę. W rzekach, jeżeli nęcimy kulami, należy wrzucić je na długo przed rozpoczęciem łowów, np. wieczorem.
Leave a reply